Spektakle

Moralność pani Dulskiej

reżyseria Ewelina Pietrowiak

Spektakl bierze udział w Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” realizowanym dla uczczenia przypadającego w 2015 roku jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Konkurs organizuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

          

MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ

Gabriela Zapolska, reżyseria i scenografia – Ewelina Pietrowiak, kostiumy – Katarzyna Nesteruk, muzyka – Łukasz Borowiecki, współpraca choreograficzna – Artur Żymełka, asystent reżysera - Mariusz Korek

Premiera – 29 marca 2014 r.

Obsada: Agata Ochota-Hutyra (Dulska), Antoni Rot (Dulski), Oriana Soika (gościnnie) Mela,  Sylwia Karczmarczyk (Hesia), Daniel Misiewicz (gościnnie) Zbyszko, Agata Pruchniewska (gościnnie) - Juliasiewiczowa, Ewelina Rucińska (gościnnie) Hanka, Agnieszka Łopacka (Lokatorka), Czesława Monczka (Tadrachowa)

         Upiorność tej sztuki polega na tym, że od czasu jej napisania, nie zmieniło się prawie nic. Rodzaj odgrywania siebie przed światem i lęk przed tym, żeby ciemne rzeczy z naszego życia  się nie wydały są odwieczne. Uważne czytanie „Dulskiej” otwiera drzwi do przyznania się przed samym sobą, że nikt z nas nie jest idealny i dom żadnego z nas nie jest wzorem. Sposób, w jaki te wszystkie ciemności sobie potem tłumaczymy jest właśnie dulszczyzną w postaci czystej.

(Ewelina Pietrowiak, reżyser spektaklu)

Przeczytaj recenzje

Dulska bez jaj? Nie, to Dulska jak tysiące współczesnych kobiet

"Moralność Pani Dulskiej" w reż. Eweliny Pietrowiak w Teatrze im. Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Joanna Skiba w Gazecie Wyborczej - Częstochowa.

«Byłaś na "Moralności pani Dulskiej"? - pytają znajomi. Byłam. Podobała ci się? Zmęczyła mnie. To co, nie warto iść? Warto. Nawet bardzo. Uprzedzam jednak, że to wyzwanie.

Przede wszystkim warto dlatego, żeby zobaczyć Dulską, jakiej istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Zamysł reżyserski Eweliny Pietrowiak jest karkołomny, sztuka Zapolskiej zyskała dzięki niemu zupełnie nowe brzmienie. Inna rzecz, czy publiczność to kupi.

Z "Moralnością..." sprawa zawsze była prosta: aktorka w roli tytułowej zachowywała się na scenie jak starszy sierżant sztabowy, więc się śmialiśmy, mniej bacząc na wszystkie paskudne cechy tej postaci. Syci groteski, opuszczaliśmy teatr pełni samozadowolenia, czując, że nawet z kompletem własnych wad jesteśmy wobec tej piekielnicy ucieleśnieniem dobroci charakteru i klasy.

A tutaj mamy Dulską jak tysiące współczesnych kobiet. Takich, co wstają rano z westchnieniem i koncentrują się bez reszty na swojej rodzinie - pilnując, napominając, sterując. Takich, co robią to z miłości i troski, nie dlatego, że lubią rządzić. Agata Ochota-Hutyra na przekór wszystkim Dulskim, swoim poprzedniczkom, ani razu nie podnosi głosu. Ona nie rozkazuje tylko prosi, w kółko - żeby córki wstały do szkoły, żeby ćwiczyły gamy, żeby syn w nocy spał, nie szalał, żeby mąż spacerował, bo to zdrowe. Jej rozmowa z lokatorką, kobietą świeżo po próbie samobójczej nie jest wcale brutalna, sporo tu współczucia i zrozumienia, sporo skrępowania w słowach: "Niech pani nie zmusza mnie do sprawienia jej przykrości". Ot, taka sobie zwyczajna ciocia Aniela.

Jej wina polega na tym, że z miłości zagłaskuje kota na śmierć. Jej tragedia - że za wszystkie swoje starania nie dostaje od rodziny nawet krzty wdzięczności, o szacunku nie wspomnę. Felicjan Dulski (Antoni Rot nie gra przewidzianego tradycją safanduły) odnosi się do niej wręcz pogardliwie, także przy dzieciach. Skupiona na tym, by zapewnić najbliższym stan zdrowia, szczęścia i pomyślności, sama szczęśliwa nie jest. I to od dawna. Kiedy słyszy, że kochany synuś, taki zdolny, wychuchany, obiekt nieustających trosk, zamiast widoków na dobrą przyszłość dorobił się nieślubnego dziecka, widzimy kobietę nie tyle załamaną, co bezgranicznie zmęczoną. Patrzeć, jak siedzi na łóżku z głową w ramionach i ręce się jej trzęsą - straszne.

Jednak nim dojdzie do tej sceny, obserwujemy przedpołudnie w saloniku Dulskich. Akcja wydaje się toczyć dziwnie niemrawo. Właśnie ten fragment przedstawienia może zdecydować o jego porażce - jeśli publiczność tę "Dulską bez jaj" (cytuję widza z fotela obok) uzna po prostu za rezultat kiepskiej inscenizacji.

Nic z tych rzeczy. Nijakie przedpołudnie nagle się kończy. Na jego tle późniejsze wydarzenia zdają się gwałtownie przyspieszać, emocje z poziomu zerowego sięgają zenitu. Nie czuło się tego w tradycyjnych inscenizacjach, bo tam główna bohaterka od początku sztuki rozgrzewała atmosferę. Tutaj dzięki kontrastowi widz osiąga stan niemal szoku.

Trzeba się na częstochowskim spektaklu wysilić, nie tylko siedzieć i oglądać, lecz trochę pogłówkować. Wychodzi się z teatru zmęczonym, nie jest to jednak to krzepiące zmęczenie, jak po pożytecznym skopaniu ogródka przy domu. Beznadzieja z salonu Dulskich wlecze się za człowiekiem jak cień. Problem w tym bowiem, że tej nowej wersji brak oczyszczającego działania śmiechu.

Choć przelatywały owszem, śmieszki przez widownię. Nie wszystkie w stosownym momentach - głównie w tych, w których przyzwyczailiśmy się bawić na tej sztuce. Widownia reagowała na słowa, jakby pomijając wcale nieśmieszne okoliczności ich wypowiedzenia. Już to świadczy, że nie każdy kupi Dulską, o jakiej nie uczyli w szkole i jakiej teatr nie miał chyba nigdy dotąd. A szkoda by było, gdyby skończyła jako spektakl dla szkół.»

"Dulska bez jaj? Nie, to Dulska jak tysiące współczesnych kobiet"
Joanna Skiba
Gazeta Wyborcza - Częstochowa online
Link do źródła
02-04-2014
Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku dostępne są w internetowym
Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tektów w jezyku polskim w sieci

 Czas trwania spektaklu: 135 min. (z 1 przerwą)

czas trwania spektaklu -  2 h 15 min. z przerwą